Są takie momenty, które zmieniają bieg historii. Są takie dni, które uwalniają spod jarzma nijakości. Są takie mecze, które stanowią punkt zwrotny dla opowieści o całych sezonach, może nawet dekadach. Po pierwszych kolejkach bieżących rozgrywek prawdopodobnie nikt nie postawiłby złamanego grosza, że do derbów Trójmiasta gdański zespół będzie przystępował z 4. pozycji w tabeli, podczas gdy żółto-niebiescy wyjściowo będą znajdowali się w strefie spadkowej. Tyle, że po pierwsze - obie drużyny dzieli zaledwie pięć punktów, a po drugie - zażarta rywalizacja o panowanie nad morzem jest doskonałą okazją do plot twistu, który wywróci przebieg tej kampanii do góry nogami i sprawi, że Gdynianie rozpoczną marsz ku należnemu sobie miejscu w hierarchii I ligi. To wszystko, co dzieje się ostatnio, wygląda na błąd w Matrixie, ale, jak pisał Adam Mickiewicz, ,,słuchajmy i zważmy u siebie, że według Bożego rozkazu: kto nie doznał goryczy ni razu, ten nie dozna słodyczy w niebie”. Żółto-niebiescy po raz ostatni w lidze wygrali w Gdańsku 52 lata temu. Dosyć tego, ani dnia dłużej. W niedzielę o 20:30 Arka w derbach Trójmiasta zmierzy się na wyjeździe z Lechią Gdańsk.
Zbigniew Herbert w ,,Raporcie z oblężonego Miasta” charakteryzuje najeźdźcę słowami: ,,oblężenie trwa długo wrogowie muszą się zmieniać / nic ich nie łączy poza pragnieniem naszej zagłady / Goci Tatarzy Szwedzi hufce Cesarza pułki Przemienienia Pańskiego / kto ich policzy / kolory sztandarów zmieniają się jak las na horyzoncie / od delikatnej ptasiej żółci na wiosnę przez zieleń czerwień do zimowej czerni”. To bardzo przypomina sytuację w Gdańsku w ostatnich miesiącach - Lechia przystępowała do tego sezonu, mając do dyspozycji prawie samych juniorów nieopierzonych z seniorską piłką. Potem za Sopotem zaczęli przewijać się Ukraińcy, Rumun, Bułgar, Ormianin… Zmieniają się kolory sztandarów, zmieniają się nacje byłego bloku wschodniego, ale w ogólnym chaosie organizacyjnym i kadrowym popularne ,,betony” o dziwo odnalazły wyniki. Po sromotnych oklepach po 0:3 u siebie zebranych od Pogoni Grodzisk Mazowiecki i Warty Poznań, w kolejnych tygodniach Lechia się przebudziła. Spośród ostatnich sześciu meczów podopieczni Władysława Łupaszki wygrali aż pięć spotkań, strzelając w nich 16 goli. To wszystko wywindowało ich na 4. lokatę w tabeli ze stratą zaledwie punktu do strefy awansu bezpośredniego. I to pomimo odejścia z klubu Tomasa Bobcka, Camilo Meny, Bogdana Wjunnyka, Iwana Żelizki, Kacpra Sezonienki, Alexa Paulsena, Bogdana Sarnawskiego, Dawida Kurminowskiego, Bartłomieja Kłudki, Aleksandara Cirkovicia, Antona Carenki, Bujara Pllany, Mateja Rodina, Maksyma Diaczuka, Alvisa Jaunzemsa i Matusa Vojtki oraz zesłania w niebyt Rifeta Kapicia. Ukraiński szkoleniowiec w atmosferze przejściowości i trudnych warunkach kadrowo-płacowych skonstruował zespół, który gra bardzo ofensywnie i efektownie, jednocześnie osiągając zamierzone rezultaty. Lechia dysponuje najlepszą ofensywą w lidze, która zdobyła już 19 bramek. Oczywiście, prawie połowę tego dorobku biało-zieloni strzelili ze Stalą Mielec w meczu wygranym aż 7:1, natomiast z pewnością na atak ekipy zza Sopotu trzeba będzie w niedzielę bardzo uważać. Gorzej za to Gdańszczanie radzą sobie w obronie, bo po stronie deficytów widać 16 goli, ale i w tym zakresie widać postęp w porównaniu z początkiem sezonu - co jest dość logiczne, biorąc pod uwagę, że blok defensywny został złożony całkowicie od zera z letnich nabytków. W bramce biało-zielonych stanie w niedzielę Axel Holewiński, a przed nim wybiegną Samuel Kopasek, Kacper Łopata, Danyło Beskorowajnyj i Danyło Małow. Na skrzydłach Łupaszko postawi na Tomasza Wójtowicza i Kevina Dodaja - Albańczyk w tych rozgrywkach ma już na koncie 3 gole i 2 asysty. W środku pola pojawią się Christo Iwanow i Tomasz Neugebauer, a duet napastników utworzą Artur Szach (6 bramek i 4 ostatnie podania Ukraińca, który jest w gdańskiej układance absolutnie wiodącą postacią) i Vladislav Blanuta. Nie wiadomo, jak ta zgraja nabytków z różnych stron świata jest zaznajomiona z klimatem derbów Trójmiasta i z atmosferą trybun, ale stadion za Sopotem jak zwykle przy okazji przyjazdu wielkiego klubu zza miedzy wypełni się do ostatniego miejsca, więc prawdopodobnie miejscowi piłkarscy imigranci szybko odczują stawkę rywalizacji. Arkowcy tym bardziej muszą przeciwstawić im zadziorność, waleczność, ambicję i charakter. Tu trzeba gryźć murawę i dać się pociąć za każdy milimetr boiska. Indywidualny potencjał czysto piłkarski zawodników obu zespołów jest podobny - nawet, jeśli u żółto-niebieskich ostatnio trochę drzemie. Nie widać wielkich różnic w jakości na poszczególnych pozycjach, dlatego o wyniku zadecyduje prawdopodobnie większa pazerność na wygrywanie pojedynków, zdobywanie przestrzeni, agresja w pressingu, gra na pograniczu faulu i odwaga w nieschematycznym rozwiązywaniu akcji. Liczymy też, że Arkowcy będą mieli przygotowany jakiś element zaskoczenia, bo wprowadzenie tajnej innowacji może tutaj przesądzić o rezultacie.
Tomasz Grzegorczyk jest świadomy sytuacji Gdynian. Wierzymy, że trener ma w zanadrzu pomysły, których celowo nie ujawniał w starciu z Polonią Warszawa, a które będą miały za zadanie wprowadzić Lechię w konsternację. W swoim premierowym spotkaniu na ławce trenerskiej po powrocie do Gdyni szkoleniowiec zaliczył przykrą wpadkę, ale nie popadajmy w histerię. Owszem, drużyna wylądowała po 10. kolejce w strefie spadkowej, ale nadal traci do strefy awansu tylko sześć punktów. Przypominamy, że w poprzednich rozgrywkach Ekstraklasy Legia Warszawa długo plasowała się w okolicach czerwonej strefy i wielu kibiców w całej Polsce chciało już widzieć ją w I lidze, a ostatecznie ,,Wojskowi” omal nie skończyli w europejskich pucharach. Casus obecnej Arki jest podobny, bo żółto-niebiescy również dysponują potencjałem piłkarskim, by za chwilę odbić się ku górze tabeli i niebawem doścignąć czołową dwójkę. Potrzebna jest jednak seria zwycięstw, a nie ma lepszej okazji, by takową zapoczątkować, niż wygranie derbów Trójmiasta na terenie odwiecznego wroga. Tym bardziej, że po raz ostatni w lidze Arka wygrała w Gdańsku w… kwietniu 1974 r. Po drodze było zwycięstwo 1:0 w Pucharze Ekstraklasy po trafieniu Dariusza Żurawia w listopadzie 2008 r., ale ponad 52 lata posuchy w czekaniu na ligowy triumf na terenie wroga to stanowczo zbyt długi czas, który w sposób naturalny tworzy podwaliny pod miano bohaterów dla obecnych zawodników, jeśli ci zapunktują w niedzielny wieczór za trzy. Na historię spotkań między obiema drużynami składa się 14 zwycięstw Arki, 17 remisów i 19 wygranych ,,betonów”, natomiast w przypadku meczów na drugim poziomie rozgrywkowym bilans przemawia już na korzyść żółto-niebieskich, którzy wygrywali 9 razy przy 9 remisach i 5 sukcesach piłkarzy zza Sopotu. W zeszłym sezonie na szczeblu Ekstraklasy obie rywalizacje były bardzo zacięte - w Gdańsku gospodarze wygrali 1:0, z kolei w rewanżu w Mieście z Morza i Marzeń Arkowcy prowadzili z biało-zielonymi już 2:0 po golach Oskara Kubiaka i Marca Navarro, by ostatecznie zremisować 2:2. Teraz Gdynianie pilnie potrzebują sukcesu, który napędzi ich na resztę rundy jesiennej. Nie ma i nie będzie lepszej okazji do zmiany kierunku. Ostatnie tygodnie były dla żółto-niebieskich nieudane, ale ten jeden mecz może odkupić ich winy i zmienić cały dotychczasowy obraz tej kampanii.
Wiersz ,,Raport z oblężonego Miasta” kończy się słowami ,,cmentarze rosną maleje liczba obrońców / ale obrona trwa i będzie trwała do końca / i jeśli Miasto padnie a ocaleje jeden / on będzie niósł Miasto w sobie po drogach wygnania / on będzie Miasto / patrzymy w twarz głodu twarz ognia twarz śmierci / najgorszą ze wszystkich – twarz zdrady / i tylko sny nasze nie zostały upokorzone”. Cały utwór stanowi pochwałę męstwa, heroizmu, zachowania godności i wolności jednostki pośród katastroficznego krajobrazu. Dokładnie taką postawą muszą w niedzielę wyróżniać się Arkowcy. Ich działania boiskowe powinna charakteryzować waleczność i duma z reprezentowania świętych barw. Nawet, jeśli koniunktura ostatnich tygodni nie przemawia na korzyść podopiecznych Tomasza Grzegorczyka, to chcemy zobaczyć w Gdańsku Arkę charakterną, Arkę niezłomną, Arkę bezwzględną, Arkę pazerną, Arkę zdeterminowaną, Arkę wspierającą się nawzajem w trudnych momentach. Tych trudności będzie pewnie całe mnóstwo, ale - jak mówi Pan Trener Leszek Ojrzyński - trudności to błogosławieństwa w przebraniu. Czas odrodzić się jak feniks z popiołów. Czas wrócić z tarczą z gdańskiego piekła. Jeden mecz, nieco ponad 90 minut - za to chwała jest wieczna. Trójmiasto jest nasze, Trójmiasto do nas należy!