Po 75 dniach przerwy żółto-niebiescy znów zagrają na Stadionie Miejskim w Gdyni. Drużyna przeszła w międzyczasie prawdziwą rewolucję kadrową i z zespołu, który spadał z Ekstraklasy w spotkaniu z Niecieczą, nie został kamień na kamieniu. Teraz zostały położone nowe fundamenty, na których Marek Jarolim zamierza zbudować ekipę na awans. To oczywiście będzie czasochłonny proces, natomiast jednym z kluczowych czynników wpływających na ostateczne powodzenie projektu będzie wytworzenie więzi trybun z piłkarzami. Zawodnicy przed tygodniem dali kibicom pierwsze powody do radości, wygrywając w Opolu. W kolejnej potyczce zamierzają pójść za ciosem - głośny doping gdyńskiej społeczności z pewnością uskrzydli zespół w drodze po drugie zwycięstwo w sezonie. Naprzeciwko siebie staną dwie drużyny w budowie, pełne młodych i utalentowanych graczy. Kto będzie miał więcej argumentów u progu długiej kampanii? W sobotę o 15:30 Arka podejmuje w Gdyni Stal Rzeszów.

Rzeszowianie w poprzednim sezonie zajęli 13. miejsce w I-ligowej stawce, długimi fragmentami rozgrywek wyglądając bardzo słabo. Wydawało się, że ostatecznie wypalił się model rozwoju drużyny budowanej na młodych polskich zawodnikach. Zamysł tej wizji polegał na pieniężeniu potencjału sprzedażowego utalentowanych graczy, natomiast w praktyce bogatsze i wyżej klasyfikowane kluby najczęściej po prostu czekały na koniec kontraktów rzeszowskiej młodzieży i zamiast grubych sum płaciły jedynie ekwiwalent za wyszkolenie. Nic zatem dziwnego, że w stolicy Podkarpacia było tym razem słychać głosy o wyposażeniu kadry w bardziej doświadczonych piłkarzy. Z klubu odszedł latem praktycznie cały trzon drużyny: Michał Synoś, Patryk Warczak, Krystian Wachowiak, Dominik Połap, Szymon Kądziołka, Szymon Łyczko, Karol Łysiak, Oliwier Sławiński czy lider zespołu Sebastien Thill (utratę Luksemburczyka pod względem jego wpływu na grę drużyny można porównać do odejścia z Arki Sebastiana Kerka - podobieństwo zachodzi tutaj nie tylko pod kątem imienia i pozycji boiskowej). W kadrze Stali zrobiło się miejsce na nowych zawodników i tym razem działacze próbowali szukać bardziej zaawansowanych wiekowo graczy - znaleźli 34-letniego niemieckiego prawego obrońcę Marco Thiede (który z miejsca został uczyniony kapitanem), kolejnego na tę samą pozycję 27-letniego Niemca Marvina Rittmüllera, 30-letniego defensywnego pomocnika Seana Gossa posiadającego obywatelstwa północnoirlandzkie i angielskie czy znajdującego się na zakręcie kariery 28-letniego ofensywnego pomocnika Marcina Listkowskiego, a w warunkach rzeszowskich nawet 23-letni napastnik Aleksander Buksa jest jednym z bardziej doświadczonych piłkarzy. Tyle, że mimo tych transferów średnia wieku w kadrze popularnych ,,żurawi” wciąż oscyluje wokół 21 lat, a podczas ligowej inauguracji w podstawowym składzie pojawiło się zaledwie czterech zawodników powyżej 23. roku życia. Oczywiście, znany z pracy z młodzieżą Marek Zub będzie chciał nadać tej drużynie sporo polotu, wykorzystać jej energetyczność, dynamikę, fantazję, odwagę, ale co ten Bogu ducha winny szkoleniowiec może poradzić, kiedy jego pisklęta popełniają szkolne błędy i w 1. kolejce obrywają u siebie od Chrobrego Głogów aż 1:5? Stal zaczyna więc sezon od pozycji czerwonej latarni, natomiast w Gdyni włoży całą swoją determinację, by podźwignąć się z trudnego położenia. W bramce stanie w sobotę prawdopodobnie Swiatosław Waniwskyj, a przed 21-letnim Ukraińcem zostaną zainstalowani Marco Thiede, Władisław Krasowskij, Marcin Kaczor i Ksawery Kukułka - choć nie wykluczamy, że Zub na lewej obronie postawi jednak na Marvina Rittmüllera, który wprawdzie nominalnie występuje na prawej flance, ale w swojej uniwersalności poradzi sobie także na przeciwległym boku, a nie po to Stal sprowadzała dwóch doświadczonych niemieckich defensorów, żeby jeden z nich grzał ławę. Na skrzydłach prawdopodobnie pojawią się Kacper Masiak i Filip Wolski, na mobilnych ,,szóstkach” trener umieści Seana Gossa i Oliwiera Madeja, a nieco wyżej zostawi swobodę operowania Marcinowi Listkowskiemu. Wysuniętym napastnikiem Stali będzie Jonathan Junior, bo Aleksander Buksa póki co nie zdołał wygryźć Brazylijczyka ze składu. I właśnie na snajpera Rzeszowian gdyńska defensywa powinna najbardziej w sobotę uważać, nie pozwalając ,,dziewiątce” gości rozepchać się w polu karnym. Wśród słabych stron ,,żurawi” należy wymienić funkcjonowanie w fazach przejściowych, zmiany tempa, radzenie sobie z piłkami zagrywanymi za linię obrony czy brak asekuracji, więc Arkowcy muszą w sobotę próbować gry 1 na 1, by zyskać przestrzeń i wypracować sobie ścieżki wejścia w pole karne.

Marek Jarolim po całkowitej rewolucji kadrowej konsekwentnie buduje swoją autorską drużynę - a nic tak nie pomaga w tym procesie, jak zwycięstwa. W Opolu piłkarze Arki pokazali jakość indywidualną i na dystansie 90 minut zademonstrowali większą kulturę gry od przeciwnika, zasłużenie sięgając po trzy punkty. Trzeba jednak wystrzegać się takiej utraty kontroli nad wydarzeniami boiskowymi, jaka przytrafiła się żółto-niebieskim w końcówce tamtej rywalizacji, bo powierzanie swojego losu wyłącznie szczęściu jest posunięciem mocno ryzykownym. Proces konstrukcji zespołu będzie trwał przez dłuższy okres. Arka powinna wyglądać lepiej z tygodnia na tydzień, ale o pierwszych trwałych automatyzmach będzie można mówić raczej dopiero w okolicach września-października, dlatego apelujemy o cierpliwość w ocenie. W 1. kolejce nastąpił debiut Jarolima i 11 zawodników (Dawid Arndt, Konrad Gruszkowski, Maroc Komenda, Kuba Solecki, Dominik Kun, Szymon Lewkot, Filip Waluś, Bartłomiej Pawłowski, Jakub Kowalski, Michał Milewski, Elmedin Rama), a na swoje premierowe występy w barwach Arki wciąż czeka kolejnych czterech graczy sprowadzonych latem (Javi Dominguez, Maksymilian Sznaucner, Maciej Ambrosiewicz, Elian Demirović). Historia spotkań ze Stalą przemawia na korzyść żółto-niebieskich, którzy wygrali 5 meczów bezpośrednich przy 2 remisach i 3 porażkach. W Gdyni Stal jeszcze nigdy nie wygrała, Arka może pochwalić się tutaj bilansem 4 zwycięstw i 1 remisu. Teraz trzeba śrubować tę statystykę - Rzeszowianie po klęsce na inaugurację przed własną publicznością nie mają wielkiej pewności siebie, więc podopieczni Jarolima muszą wykorzystać ich dołek, jednocześnie konsekwentnie gromadząc punkty, które w dalszej fazie rozgrywek będą nieocenionym kapitałem.

Wszyscy oddychamy tym klubem, niezależnie od ligi, w której aktualnie gra Arka. Byliśmy przy niej, jesteśmy i będziemy zawsze. 75 dni po spadku z Ekstraklasy i zarazem ostatnim meczu domowym żółto-niebieskim znów przychodzi zagrać na własnym stadionie. Na najwyższym poziomie rozgrywkowym spotkania w Gdyni były wielkim atutem Arki i mamy nadzieję, że szczebel niżej znów uda się zbudować nadmorską twierdzę, a cała społeczność szybko zaaklimatyzuje się w warunkach I ligi. W końcu wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Jesteśmy uzależnieni od tej adrenaliny - jak pojawia się w jednym z tekstów Pezeta: ,,łysa głowa, coś jak żołnierz na front - zostawiłem tamto życie już dawno za sobą, tak jak pirat, który zszedł już na ląd, ale morze znów mnie wzywa na nowo”. Co mecz krew na butach, o awans macie grać!